Moje wyobrażenie o tym, jak wygląda życie pisarki, znacznie odbiegało od rzeczywistości. Wyobrażałam sobie wieczory, kiedy wszyscy już śpią, a ja siedzę w ciszy i piszę. I rzeczywiście niejednokrotnie tak właśnie było. W mojej wyobraźni autorka skupiała się jednak przede wszystkim na tworzeniu historii, a całą resztą zajmował się ktoś inny. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że niezależnie od tego, czy mówimy o self-publishingu, czy o wydaniu książki we współpracy z wydawnictwem, jej napisanie jest dopiero początkiem drogi.
Pokochałam pisanie całym sercem, ponieważ daje mi ogromne poczucie spełnienia i pozwala przelać na papier nawet najbardziej szalone pomysły, a romantasy jest gatunkiem, który daje wyobraźni niemal nieograniczoną swobodę. Mogłam stworzyć własny świat, powołać do życia bohaterów oraz razem z nimi przeżywać ich emocje, rozterki i doświadczenia. Jak się jednak później okazało, samo napisanie książki było najprzyjemniejszą częścią całego procesu jej powstawania.
Kiedy po raz pierwszy pomyślałam, że napisana przeze mnie historia jest warta wydania, zaczęły się prawdziwe schody, ponieważ nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. Od początku wiedziałam jednak, że chcę wydać książkę samodzielnie, bo po wielu latach pracy w korporacjach zależało mi na stworzeniu czegoś, co będzie w pełni moje – od pierwszej zapisanej strony aż po gotową książkę. Chciałam mieć wpływ na każdy etap jej powstawania i samodzielnie podejmować wszystkie związane z nią decyzje.
I tutaj pojawia się pytanie: kiedy autor staje się przedsiębiorcą? W moim przypadku właściwie od samego początku – od prowadzenia mediów społecznościowych i budowania marki osobistej, przez podejmowanie decyzji dotyczących redakcji, korekty i składu książki, aż po wybór drukarni oraz wysokości nakładu. Na końcu przychodzi natomiast etap, który okazał się dla mnie najbardziej wymagający, czyli marketing i dystrybucja.
Nie ukrywam, że moje doświadczenie korporacyjne oraz wypracowana przez lata dyscyplina bardzo mi pomogły. Duży wpływ na powodzenie całego projektu miały umiejętności, które wyniosłam z wcześniejszej pracy: planowanie, analiza kosztów, pilnowanie terminów oraz dobra organizacja. Były jednak również obszary, których musiałam nauczyć się od podstaw, takie jak prowadzenie mediów społecznościowych czy poznawanie zasad funkcjonowania rynku książki.
Czasami mam wrażenie, że sprawy biznesowe pochłaniają tak dużo czasu, że momentami nie wystarcza go już na pisanie. Promowanie własnej książki nie jest łatwe, szczególnie w przypadku self-publishingu, i wciąż uczę się, jak robić to skutecznie. W mojej ocenie nie da się również wyraźnie rozdzielić czasu autorki od czasu przedsiębiorczyni, ponieważ te dwie role nieustannie się ze sobą przeplatają. Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, która z nich jest trudniejsza, chyba powiedziałabym, że nie wiem. Jeśli jednak ktoś zapytałby mnie, która jest przyjemniejsza, bez wahania wskazałabym rolę pisarki.
Autor czy przedsiębiorca? Dziś odpowiedziałabym, że jedno i drugie. Pisarka tworzy historię, ale to przedsiębiorczyni sprawia, że książka może naprawdę trafić do czytelników. Dziś już wiem, że wydanie własnej powieści wymaga nie tylko wyobraźni i odwagi, by opowiedzieć swoją historię, ale również ogromnej determinacji, aby znalazła ona swoje miejsce na rynku. Dopiero połączenie tych dwóch ról pozwala zamienić napisany tekst gotową książkę i oddać ją w ręce czytelników.